Znajdziemy się w damsko męskim świecie...

Przeczytasz trochę o kobietach, trochę o mężczyznach, o tym co nas łączy i dzieli! Mój punkt widzenia!

Jeżeli coś mnie w ciągu dnia zaciekawi - opiszę to!

Będę opisywać codzienne sytuacje, zwykłe rzeczy, ale z mojego punktu widzenia.

Tematy mody i urody nie będą Ci obce...

Pokażę Ci najnowsze trendy. Dowiesz się co jest modne i na topie w tym sezonie. Zadbam razem z Tobą o naszą urodę, pokażę co możesz robić, by czuć się wspaniale we własnym ciele.

Miej otwarty umysł..

Będę motywować, inspirować i pozytywnie Cię nakręcać każdego dnia. Taki mam plan!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woman/Man. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woman/Man. Pokaż wszystkie posty

sobota, marca 12, 2016

Lekcja uwodzenia - wszystkie małe dziewczynki marzą w dzieciństwie o byciu księżniczką. Większość nigdy z tego nie wyrasta!

Czasami wydaje mi się, że byłabym idealnym mężczyzną. Znam setki sposobów, by odzyskać zranioną kobietę, kolejną setkę na zdobycie tej od dawna upatrzonej, kolejne dwieście na przeprosiny i jeszcze parę ładnych setek, by podtrzymać ogień w związku i sprawić, by robiło jej się gorąco na myśl o Tobie.
Nie rozumiem dlaczego ja to ogarniam i przychodzi mi z taką lekkością, a Wam nie przejdzie przez myśl nawet ułamek z tego?

OK. Życie jest życie, a my nie żyjemy w bajce ani w komedii romantycznej, która zawsze kończy się happy endem jak wszyscy tańczą wokoło, a ona płacze ze wzruszenia jakiego to ma rycerza u boku.
Tylko prawda jest taka, że my kobiety oglądamy komedie romantyczne i każda w ukryciu pragnie, by chociaż raz właśnie stać się bohaterką jednej z nich. Chociaż na chwilę. I to jest coś, co musisz zapamiętać. 

My tego właśnie chcemy! Chcemy kuriera z kwiatami w biurze i nie dlatego, że jest dzień kobiet tyko dlatego, że jest zwykły dzień i data nic kompletnie nikomu nie mówi. 
Chcemy informacji, że w 15 minut mamy być gotowe, bo wyjeżdżamy. I niech się dzieje co chce! Chcemy byś przejmował inicjatywę i miał nad wszystkim kontrolę. A my wtedy chcemy być właśnie tymi małymi dziewczynkami z marzeniami o byciu księżniczką.

Chcemy, byś wiedząc, że musimy zostać do późna w biurze zrobił nam zakupy do lodówki i naszykował wannę pełną piany.

Wiesz co jeszcze lubimy? Wystroić się w najlepsze ciuchy, wypięknić i pójść na dobrą kolację do fajnej knajpy. Tylko nie chcemy się stroić do chińczyka za rogiem, lub pizzerii, w której jesteśmy co drugi tydzień...

Niezły banał co? Tylko dla Was nawet te banały to wyższa szkoła jazdy!

Czy rozumiesz w czym rzecz? To nie więcej jak to, że lubimy być zaskakiwane, lubimy małe niespodzianki, liściki i prezenciki. I w nosie mamy jak mówisz, że nie jesteś romantykiem, ale zawodowo dokręcasz poluzowany kran lub wiercisz dziurę w ścianie. To tylko na plus, ale czasem trzeba pokusić się na bycie tym "romantycznym bohaterem". I zapamiętaj słowo czasem - bo co za dużo to też nie zdrowo, i traci na swojej wyjątkowości.

A wiesz o co jeszcze w tym wszystkim chodzi? O to, że kobiety uwielbiają na swoich babskich spotkaniach opowiadać takie właśnie historie, jaki to ich mężczyzna jest troskliwy, pomysłowy i umie okazywać uczucia. No i teraz pomyśl... czy nie chciałbyś, by wianuszek ćwierkających przyjaciółek Twojej lubej powiedział słysząc o Twoich występach: "Ty to masz szczęście, zazdroszczę Ci takiego faceta. Mój jedyne na co się pokusi to na wyrzucenie śmieci bez proszenia o to dwa dni" --> tak, Tak to właśnie o Tobie. Wiem, że Twoje EGO najadłoby się tymi słowami do syta!

Przyjmij to do wiadomości, a w razie wątpliwości zapytaj pierwszej lepszej koleżanki. Kto lepiej zrozumie nas same, jak nie druga kobieta...?

I nic mnie nie obchodzi, że takie rzeczy nie są w Twoim stylu. W moim stylu nie są mecze w każdą środę, X-box co wieczór i budzić się w oparach whisky co weekend, ale jakoś to znoszę!


sobota, lutego 06, 2016

To jeszcze nie jest powód, by wrócić do Ex!

Wiem jakie to uczucie... w łóżku trudno znaleźć dla siebie miejsce, bo okazuje się, że zrobiło się go za dużo. Obiad je się ten sam przez trzy dni, a czwartego wyrzuca jeszcze pokaźną porcję. W domu każdego dnia wita Cię tylko cisza.

To uczucie może towarzyszyć Ci długo. Ale to nie jest jeszcze powód, by wierzyć, że to co jeszcze jakiś czas temu doprowadzało Cię do białej gorączki i spędzało sen z powiek dziś mogłabyś lekką ręką zaakceptować. Nie mogłabyś, uwierz. Zaufaj sobie i temu, że prawdopodobnie dziś wspominasz tylko te wspaniałe chwile Waszego związku. Wspaniałe, ale tak naprawdę nieliczne. Kiedy on np zjeździł pół miasta, by znaleźć ten smak lodów, o których wspomniałaś rano, że tak bardzo je lubisz, a nigdzie ich nie ma. Albo to, że w połowie dnia zerwał się z pracy, by przyjechać pod Twoje biuro tylko po to, by móc chwilę na Ciebie popatrzeć. Albo jak najpierw jechał rozpalić do domu kominek, by później dopiero jechać po Ciebie... byś nie marzła.

Tak, to wszystko piękne i ważne. Ale to tylko momenty, nieliczne wśród pozostałych siedmiu dni tygodnia. Wśród normalnie, leniwie płynących miesięcy i lat. Wśród tych dni kiedy musisz zrobić zakupy, odkurzyć mieszkanie, masz gorszy dzień lub kiedy jesteś zmęczona, albo chora. To jest właśnie to, co tak naprawdę rzeczywiste. To codzienność, do której wkradają się te piękne chwile. Ale to tylko chwile. I dziś tylko je pamiętasz. A co z resztą? 

Kiedy już musisz tak namiętnie analizować całą przeszłość, nie zapominaj właśnie o tej reszcie. Bo to ona stanowi 90% całości. To sedno tego, że dziś póki co jednym z czym się nie rozstajesz to pudełko chusteczek do nosa. Ale za chwilę zrozumiesz, że to zimne i puste dziś miejsce zarezerwowane jest tak naprawdę dla kogoś innego. I zawsze było.

Rozstania nie są łatwe. Nigdy nie były i nie będą. To moment, w którym znowu musisz wyjść do ludzi, by zacząć się spotykać i poznawać innych. Kiedy na nowo będziesz uczyć się tego, by potrafić się przed kimś otworzyć i na nowo zaufać. Ale to, mimo że wymaga czasu i pracy jest również ekscytujące. Teraz jesteś nową osobą. Stajesz przed otwartymi drzwiami, za którymi jest dokładnie to wszystko, co tylko sobie wymyślisz. Taki nowy mały start. 

Dziś jeszcze się tego boisz i masz ochotę uciec w te ramiona, które znasz i które wydają się takie bezpieczne. 
Ale uwierz, że jutro, no może po jutrze poznasz kogoś przy kim będziesz w końcu sobą i będziesz czuć, że tym razem nie poświęcasz siebie dla kogoś, nie naginasz się, nie starasz wpasować. Po prostu stoisz ramię w ramię obok kogoś na tym samych schodku, a nie dwa piętra niżej.




wtorek, sierpnia 25, 2015

To do Panów głównie ---> Każda jest do zdobycia!

Kobieta oczywiście.

Tak sobie ostatnio jechałam z przyjaciółką autem i rozprawiałyśmy o facetach jak to mamy w zwyczaju. I tak od słowa do słowa wyszło nam z tej rozmowy jednoznacznie, że jak chłop nie jest fujara ani jakiś wyjątkowy bliżej nieokreślony typ spod ciemnej gwiazdy to jak się odpowiednio zepnie, to swoje na pewno wychodzi. Oczywiście nie gwarantuję miłości po grobową deskę, ale przynajmniej tyle, by choć krótka satysfakcja z tej zabawy była.

Jakby nie było zadanie do najłatwiejszych nie należy, ale przecież nie o to chodzi, by przyjść, wziąć i temat zakończony. Albo co lepsze, by samo przyszło. Eee, nuda!

Pospolity okaz gatunku męskiego zazwyczaj odpuszcza właśnie wtedy kiedy jest najbliżej celu. Oczywiście on nie ma o tym pojęcia, bo babka udaje twardą i niedostępną tak samo teraz jak i na początku. Tak już mamy, mimo, że gdzieś głęboko w środku już zaczyna się tlić myśl.. a może jednak? Może wart grzechu? Tak się stara i widać, że mu zależy? Hę? 
No i to jest ten moment kiedy on przestaje dzwonić! Świetnie. 

Tak, wiem to trochę skomplikowane. Bycie wytrwałym i wykazywać zaangażowanie. Dzwonić nie za rzadko, ale też nie za często, by nie wyjść na natręta. Zdradzać zamiary, ale nie nazbyt nachalnie, by nie pomyślała, że jakiś nachalny świr. Być trochę niedostępnym i tajemniczym, ale nie na tyle, by sądziła, że ją olewasz. Wzbudzić zazdrość, ale bez przesady, by znowu nie było, że kręcisz z kilkoma na boku. Wychodzić z inicjatywą, komplementować, być kreatywnym, rzutkim, spontanicznym, rozważnym, czułym, twardym, spostrzegawczym, zabawnym, opiekuńczym, silnym, męskim, wrażliwym... i wszystko w odpowiednim momencie i nasileniu i dokładnie tak jak ona tego właśnie oczekuje.

No, to by było na tyle :)

Ale każda jest do zdobycia!

fot.: papilot.pl




sobota, listopada 22, 2014

Opowiadanie. Bez happy endu.

Śliczna. Aniołek. Od dziecka tak o niej mówili.
Już w przedszkolu chłopcy zabiegali o jej uwagę. Jedni ciągnęli za włosy, a inni skradali całusy na przedszkolnym korytarzu.
W szkole podstawowej zawsze miała grono adoratorów w starszych klasach. W walentynki dostawała najwięcej kartek i liścików z wyznaniem miłości. W dzień kobiet zawsze dumnie wracała do domu z bukiecikiem tulipanów w dłoni. Miłe, ale nie robiło na niej żadnego wrażenia. Ona za wszelką cenę chciała biegać od chłopców szybciej i lepiej grać w kosza. Była ambitna i zawzięta więc zawsze osiągała swój cel. Mogła być ich najlepszym kumplem, tylko, że oni już wtedy widzieli w niej tyłek i cycki. Cycki, których wcale jeszcze wtedy nie miała.
W liceum rozkwitła. To chyba wtedy dopiero zaczęła tak naprawdę doceniać zainteresowanie chłopców. Umiała kokietować, delikatnie uwodzić. Nigdy nie była jednak nachalna. Skradała kolejne męskie serca swoim dziewczęcym wdziękiem i subtelnością.
Zachowywała dystans. Może to właśnie tak kręciło płeć przeciwną? Podkochiwała się w tamtym czasie w kilku chłopcach i czerpała niezrównaną przyjemność z przebywania z nimi. Niestety, gdy ów obiekt zaczynał jednoznacznie okazywać swoje zainteresowanie - wycofywała się szybko i bez zbędnych tłumaczeń. Lubiła zdobywać i to było najbardziej fascynujące w relacjach damsko-męskich na tamten czas. Kiedy osiągnęła kolejny cel, nie potrafiła się długo nim cieszyć. Jej zainteresowanie nim znikało jak bańka mydlana. 
To nie była kwestia wyrafinowania, raczej niedojrzałości. Niedojrzałości, do której miała zupełne prawo, bo przecież była nastolatką. 

Na studiach głównie podkochiwała się w wykładowcach. Imponowała jej ich dojrzałość i inteligencja. Bezpieczny obiekt do lokowania uczuć... bo nigdy się o nim niedowie, a wyobraźnia potrafi tworzyć bajeczne scenariusze.

Pierwszy raz zakochała się chyba dopiero w pracy. To był jej szef. Dyrektor. Dla niej to był kolejny bezpieczny port, bo morale miały dla niej ogromną wartość.
Cały jej bezpieczny plan runął kiedy on zaczął zabiegać o jej względy. Kierownik. A ona przecież podrzędna asystentka. To takie banalne: dyrektor i głupiutka asystenteczka. Odrzucała go długo tłumacząc się zasadami. Trwało to miesiącami. Tak długo, że było już za późno gdy zadecydowała, że jednak warto. Leczenie z tej niespełnionej miłości można liczyć w latach.

Niespodziewanie pojawiło się lekarstwo. Ukoiło ból, który w sekundę odszedł w zapomnienie. Dopiero teraz wpadła w tą "nastoletnią, szaleńczą miłość" - umówmy się, nastolatką już wtedy nie była. Pochłonęło ją do reszty. Straciła głowę...
Różowe okulary dość szybko spadły z jej nosa i zakończyły sielankę pozostawiając ją w morzu łez i niezliczoną ilością pytań, na które nigdy nie dostała odpowiedzi. 

Zaczęli pojawiać się kolejni mężczyźni, ale nigdy żaden z nich nie stał się dla niej już nikim tak wyjątkowym. Pojawiały się zauroczenia, chwilowe wzloty, ale szybko mijały.
Pochłonęła ją praca i robienie kariery. Długie wieczory spędzone przed komputerem, pracujące weekendy, służbowe telefony, częste wyjazdy. Ambicja i dążenie do perfekcji, które ujawniły się u niej już jako małej dziewczynki nigdy nie dały o sobie zapomnieć. Czuła, że chce być dobra, najlepsza. I dążyła do tego konsekwentnie zaliczając kolejne awanse.

Mężczyźni zawsze byli na drugim miejscu. Jako dodatek. Rozrywka na piątkowy wieczór. Wielu nie wytrzymywało i odchodziło wyrzucając jej, że nie jest zdolna do miłości i stworzenia jakiejkolwiek relacji. Ona była niewzruszona. Czuła, że ma jeszcze czas.

Spotkałam ją dziś. Elegancka starsza pani. Wieczory spędza sama. Przechadza się po domu z kieliszkiem wina nie mając do kogo otworzyć ust.








niedziela, lipca 27, 2014

Facet dupek

Facet dupek to przykre zjawisko. Przykre, ale niestety istnieje i jest to całkiem liczebna populacja.
Facet dupek może mieć wiele zalet. Może być inteligentny, zabawny, momentami szarmancki nawet uwodzicielski, ale mimo całego tego dobra pod skórą kryje dupka, który przysłania wszystko co ewentualnie dobre. 

Facet dupek to zło. Bo w facetach dupkach najczęściej się zakochujemy, często z nimi żyjemy, mieszkamy i - o zgrozo - rodzimy im dzieci!

Facet dupek przy dłuższym poznaniu okazuje się totalnym egoistą. Poza czubkiem własnego nosa i zaspokojeniem własnej przyjemności niewiele więcej dostrzega wokoło. Nawet kiedy robi coś wydawałoby się tylko dla Ciebie, to tak naprawdę robi to dla siebie. To tzw szykowanie gruntu. Jeżeli dziś wiezie Cię do mamusi przez pół miasta i nawet nie piśnie, że korki, że strata czasu, pieniędzy, że mecz właśnie jest w TV i co tam jeszcze to w najbliższą sobotę będzie Ci to wypominał, prosząc byś odebrała go z męskiej imprezy w nocy. Standard.

Facet dupek to mistrz manipulacji. Nawet nie wiesz jak się na niego złościć, bo potrafi tak odkręcić kota ogonem, że w pewnym momencie nie będziesz wiedziała o co się wkurzasz i robisz awanturę, a w kolejnym etapie wtajemniczenia weźmiesz winę na siebie i sama zaczniesz przepraszać. Mistrz!

Facet dupek jak nabroi to udaje, że nie nabroił. Jest milusiński, słodki i rozbrajający. Tak milusiński, że idzie zwymiotować od ilości głasków. Albo przyjmuje strategię: tego nie było. Zagaduje, podpytuje, planuje wieczór i robi wszystko, by ustabilizować sytuację i uciec od problemu. Facet dupek nie zna słowa przepraszam.

Facet dupek unika zobowiązań i zaangażowania. Unika również poważnych rozmów i trudnych tematów. Kiedy próbujesz, któryś z nich poruszyć zazwyczaj słyszysz: "Oj, Kotek! Co Ci po tej główce chodzi znowu. Chodź, przytul się i cieszmy się chwilą! Jest tak miło."
- Tiaaa...!

Skąd się wziął facet dupek? Ano wziął się od kobiety... miękkiej, dobrej, uległej, zakochanej! Fuck!
Kobieta faceta rozpuściła, a potem wypuściła w świat i tak oto ewoluował i musimy na takiego tracić czas i energię.



piątek, lipca 04, 2014

Lekcja uwodzenia - Kobiety nie lubią pytań

Wydawało mi się to dość oczywiste, ale jednak nie jest -  nie do końca i nie dla wszystkich.

Wiosna, lato i okres wakacyjny to idealny moment na wakacyjny romans, a może i zakochanie. Stroszymy piórka i wychodzimy na łowy. Oczywiście to takie niepisane łowy, bo przecież nikt nie szuka i każdy takie trywialne sprawy jak miłość ma w pompie. Aha. Ale ostrość i pole widzenia każdy ma jakby zwiększone.

Nie ważne. Ważne jest to, jak do sprawy podejść, by tego nie spartaczyć. Wydawać by się mogło, że skoro doszło do pierwszego spotkania to jest już nieźle. Jeżeli niewiasta później odpisuje na sms-y i odbiera telefon to zbliżasz się kawalerze do drugiej bazy. Brawo!

Chcesz kolejnego spotkania? Rozegraj to po męsku. Najgorsze co można usłyszeć od faceta to:
- Czy mógłbym zaproponować Ci kolejne spotkanie?
- Czy mógłbym zaproponować Ci kolację/kino?
Stary! Jak ja mam to czytać? Czy to już propozycja, czy jak? W takim tonie proponować możesz wszystko, nawet laskę pod palmą na rondzie de Gaulle'a.
Kobieta oczekuje konkretów, miejsca, daty i godziny. Proste. 

Jeżeli właśnie prasujesz koszulę na kolejne spotkanie to jestem bliska, by składać ci pisemne powinszowanie.

Przejdźmy do sedna. Jeżeli w planie macie lunch lub kolację nie pytaj jej na co ma ochotę, lub gdzie chce zjeść. Tak, tobie wydaje się, że jesteś uprzejmy i tym gestem szanujesz jej zdanie, a prawda jest taka, że kobieta rzadko kiedy wie co chce zjeść, a już na pewno nie wie gdzie.
Podsumowanie: nie pytaj - zawieź i posadź! Będzie się jej podobało.

Teraz sprawa najważniejsza. Pożegnanie. 
Najgorsze co można usłyszeć po udanym wieczorze, to:
- Czy mogę Cię pocałować? czasami stosowane w wersji bez pytajnika:
- Chciałbym Cię pocałować... - tu zawieszenie głosu i oczekiwanie..............
WTF? To już nie mieści się w ramach zasad dobrego wychowania... Nie ma. Zapomnij. Jeżeli chcesz ją pocałować... całuj! Nie pytaj! Całuj!

Jeżeli definitywnie planujesz się pogrążyć, na koniec jeszcze dwa dobijające pytania:
- Czy się jeszcze spotkamy?
- Czy mogę zadzwonić?

- NIE! ... i skasuj mój numer!

on na pewno o nic nie pytał


sobota, czerwca 14, 2014

Ognia trzeba pilnować

Lubię te chwile tuż po tym jak poznaję nową osobę. Jest fascynacja, może nawet zauroczenie, a wszystko to okraszone niepewnością. Niepewnością, do czego to wszystko prowadzi i co z tego wyjdzie. Jest dreszczyk, są motyle, jest dobrze!

Są urocze wymiany SMS trwające do rana. Niespodziewane telefony, by tylko powiedzieć ci krótkie dzień dobry o poranku. Co bardziej romantyczni i pomysłowi zostawiają karteczki w Twoich ubraniach, albo przesyłają graficzne wiadomości on-line. Pojawiają się niespodziewanie tylko po to, by skraść Twój pocałunek i odjechać. Pomysłów na spędzenie wspólnie czasu zawsze mają bez liku i każda ciekawsza od poprzedniej.
Budzisz się i zasypiasz z uśmiechem na ustach, a nawet najbardziej irytujące sytuacje dnia codziennego nie są w stanie wyprowadzić cię z równowagi.

Czas błogo mija, a ty czujesz się bezpiecznie w tej relacji. Kiedy tylko zdążysz sobie pomyśleć, że trafiłaś na ideał, mężczyznę swojego życia, nagle węzeł delikatnie zaczyna się luzować i coś zaczyna zgrzytać. Facet jakby miał mniej czasu, mniej pomysłów, jego kreatywność i energia jakby zostały uśpione i wyciszone. Pojawia się mniej chęci, mniej romantyzmu i tej opiekuńczości, którą tak cię ujął? Czyżby poczuł, że już ma Cię w garści?

Królewicz na białym koniu nagle traci po woli w twoich oczach i konia i koronę, którą nosił.

Dlaczego? Bo ognia trzeba pilnować. Pielęgnować. Doglądać. Codziennie. Z tą myślą zasypiać i budzić się, a w ciągu dnia choćby drobiazgiem podsycać. Tak, by nie zgasł.



środa, maja 14, 2014

Czasy się zmieniają, kobiety też zaliczają

Dziwię się, że wciąż jeszcze powstają artykuły, w których pisze się o kobiecej seksualności w tonie, który nawołuje nas do wyzwolenia, dążenia do porzucenia jakiegoś wstydu, do swobodnego podejścia do naszych pragnień i tym podobne eksklamacje. WTF? Czy faktycznie tak jest, że kobiety wciąż wierzą w te bzdury, że seks służy tylko zaspokajaniu potrzeb mężczyzn, płodzeniu potomstwa, że masturbacja jest fe, a wibrator to diabelskie urządzenie? Mam wrażenie, że już od dawna mamy pełną świadomość co z czym się je i co do czego służy oraz w jaki sposób czerpać i dostarczać sobie przyjemności. Jesteśmy wolne, żyjemy w nowoczesnym świecie i świetnie sobie ze wszystkim radzimy. Kto zatem wymyśla te treści?

Nie tylko mężczyzna ma prawo wykonać telefon do kobiety, by umówić się na niezobowiązującą randkę ze śniadaniem. W spisie naszych kontaktów zawsze znajdzie się pozycja, pod którą kryje się miły kolega, który chętnie wpadnie wieczorem zaproszony na lampkę wina. Dobrze się z nim rozmawia, ale jeszcze lepiej gdy rozmawiać nie trzeba. Po wszystkim on wychodzi i możecie tygodniami się nie odzywać do siebie bez wyrzutów sumienia... a potem znowu sięgasz po słuchawkę.

Rano zadzwoniła do mnie koleżanka, już pierwsze jej słowa zdradziły pewną ekscytację w głosie. Nie pomyliłam się. Właśnie wyszła od mężczyzny po wspólnie spędzonej nocy. Faceta poznała kilka godzin wcześniej. Zaiskrzyło i wylądowali wspólnie w pościeli. Zareagowałam entuzjastycznie, chociaż ona była trochę zmieszana, bo o poranku uaktywniły się wątpliwości i wyrzuty sumienia. Dlaczego? Spytałam czy było fajnie - było. Czy facet był dobry - był. Zabezpieczyliście się? Tak. To nad czym się zastanawiać? Jesteś dorosła? Tak. Miałaś na to ochotę? Tak. To skąd u licha te wątpliwości? No nie wiem. To jak nie wiesz, to się ich pozbądź. OK. Jak powiedziała, tak też uczyniła. Uff.

Potem jeszcze raz coś cicho przebąknęła, że chyba wyszła na łatwą. Ty? A dlaczego nie on, zasugerowałam. Pomogło.


sobota, kwietnia 05, 2014

W łóżku z jego byłą...

Ostatnio wpadła do mnie kumpela i od progu zaczęła opowiadać, że jakaś Grażynka zamieściła w sieci zdjęcia z jakiejś sesji i jak się okazuje jest zajebistą laską i do tego ma firmę, która co raz lepiej radzi sobie na rynku. Czekaj, czekaj! Kim do cholery jest Grażynka??? Jak się okazało to jego była! 
Potem opowiada mi ze szczegółami jak wygląda, w jakich miejscach się bawi, gdzie była na wakacjach i nawet których znajomych mają wspólnych. Obłęd!

Majka (moja przyjaciółka) z Witkiem spotykają się od kilku miesięcy, ale ona do ich związku zaprosiła jeszcze Grażynkę i tak żyją sobie w trójkącie. Ok, facet ją kochał, tworzyli udany związek, może nawet mieli wspólne plany na przyszłość... i tak Twój facet prawdy Ci nigdy nie powie, bo kobiety są na tyle durne, by później roztrząsać wszystko miesiącami, a nawet latami porównując się do ów byłej. 
Ważne, że jest z Tobą i że nie daje Ci powodów do tego, byś o byłą miała być zazdrosna, lub miała czuć się niepewnie w związku z jego uczuciem. No chyba, że jest inaczej?

Majka opowiadała, że znalazła w jego łazience krem do rąk i myśląc, że to jego powiedziała, że zupełnym przypadkiem ma jej ulubiony kosmetyk. Okazało się, że to owszem jest ulubiony kosmetyk, ale Grażynki! Od tamtego momentu już nigdy Majka nie kupiła tego kremu!

Podobnych sytuacji miała wiele. Jak zapraszał ją do restauracji zastanawiała się czy to ta sama, którą odwiedzali z Grażynką. Jak dostawała od niego prezenty również przechodziło jej przez myśl czy nie obdarowuje jej podobnymi rzeczami. Jak raz dostała od niego trzy suche badyle na dzień kobiet to myślała, czy swojej byłej nie fundował przypadkiem pięknych bukietów róż? I tak jest ze wszystkim...

Jednak największy problem ma z łóżkiem. Pierwsza wspólna noc u niego, a Majka zamiast skupić się na przyjemnościach myślała o tym, że jeszcze nie dawno baraszkowała tu Grażynka!

Teraz mają razem zamieszkać i Majka nie wie jak poradzi sobie ze świadomością, że ona była tu pierwsza. Spała w tym łóżku, brała prysznic w tej łazience i gotowała w tej samej kuchni.

Prawda jest taka, że każdy w życiu kogoś kochał, najprawdopodobniej z kimś przed nami był. Każdy czegoś się obawia i każdy ma zarówno jakieś lęki jak i pragnienia.

Moja rada, to po pierwsze porzucić szpiegostwo, a druga to na wspólny start wymienić łóżko. Kupcie nowe, które będzie tylko Wasze i przynajmniej w nim na pewno nie będziesz spała w oparach byłej!


(fot.: http://karlmannlegur.tumblr.com/)


(fot.: http://sunflowers-andsunsets.tumblr.com)

(* imiona oczywiście zmyślone:))







poniedziałek, lutego 03, 2014

Lekcja I - słodka idiotka drzemie w każdej z nas! Warto czasem ją odnaleźć.

Mężczyźni są coraz mniej męscy, a z moich obserwacji wynika, że doskonale radzimy sobie bez nich. Nawet orgazmy przeżywamy lepsze bez ich udziału.

Współczesna kobieta jest zaradna, pewna siebie, osiąga sukces i panuje nad swoim życiem. Radzi sobie w każdej sytuacji i nie boi się wyzwań. I to jest wspaniałe! Jest silna i niezależna. Ale jest też sprytna i przebiegła, a do tego wszystkiego ma jeszcze mężczyznę, którego matka natura zesłała byśmy miały z niego pożytek. A skoro go mamy, to nie musimy zawsze być takie niezależne i silne, a czasami możemy skorzystać z naszej umiejętności trzepotania rzęsami i zamienić się w kruchą, słodką idiotkę, która bez silnego męskiego ramienia w życiu sobie nie poradzi...!

By nie odzierać naszych wspaniałych panów z resztek męskości, pozwólmy im czasami napiąć muskuły i zatargać nasze siatki na trzecie piętro. Niech później dumni i wyprostowani chodzą do samego zmroku. W końcu niemal uratowali z ciężkiej opresji kruchą istotę. Przecież te torby mogły nas skrzywdzić,  trwale uszkodzić, ba może nawet zabić!

Coś przecieka? Coś się zapchało, zatkało? Nawet nie myśl o tym, by zakasać rękawy i tarzać się po podłodze w poszukiwaniu przyczyny usterki. To brudna i śmierdząca robota, od której my powinnyśmy trzymać się jak najdalej. Stań z boku i patrz - powinno się zaraz samo naprawić!

Coś co trzeba wnieść, przesunąć? Wiem, że sama byś sobie poradziła, ale pytanie po co? Nie ma nic bardziej męskiego niż możliwość napięcia swoich mięśni i pokazania siły, która w nich drzemie. Oni są do tego stworzeni, by przesuwać szafy, nosić worki, pudła no i ciebie! Nie odbieraj mu jedynego pola, w którym może jeszcze zabłysnąć. Ty przecież jesteś taka delikatna i nieporadna.

Znalazłaś nieproszonego gościa w domu? Pająk? Prusak? Inwazja mrówek? Kochanie, daj mu zwalczyć tego przeraźliwego potwora. Pozwól mu poczuć się jak bohater ratujący swoją królewnę z opresji. To przecież takie obrzydliwe, wstrętne i wielkie, a on takim zdecydowanym, silnym ruchem je unicestwił!

Plus tej damsko męskiej zabawy jest taki, że Twój mężczyzna jest dowartościowany, jego ego zostało odpowiednio mocno połechtane, i prężyć się może jak paw, a Ty dostałaś to czego chciałaś, przy czym ani Twoja fryzura ani manikiur pozostały nienaruszone. Bingo!



środa, stycznia 29, 2014

Co gorsze? Być obojętnym, czy natrętnym?

W kwestii emocji i uczuć lubimy popadać w skrajność.

Rozmawiałam z koleżanką, która w euforii opowiadała o swojej nowej sympatii. Ciacho, chodzący ideał. Wysoki, inteligentny, z poczuciem humoru, ma pasje. Opisywała go z takim podnieceniem, tyloma detalami i przejęciem w głosie, że o mały włos sama się w nim nie zakochałam. 

Skończyła i cisza...

- No i? - pytam
- No nic. Tyle.
- Ale co dalej? Rozmawiacie, spotykacie się, będzie coś z tego?
- No coś Ty!!! Ja mu nawet w oczy nie patrzę jak go mijam! - odpowiedziała z odczuwalnym oburzeniem.

No tak. Najlepiej śnić sobie o takim po nocach, wzdychać do jego zdjęcia i czekać jak się chłopak domyśli, że ta oschła, wyniosła baba, która wpadła mu w oko, też zupełnie przypadkiem na niego leci!

Drążę temat dalej:

- a nie możesz do niego zagadać?
- chyba oszalałaś! Jeszcze pomyśli, że na niego lecę! 

... wiele by się nie pomylił - ale to już tylko dodałam sobie w myślach.

Potem zgdałam się z kolejną znajomą. Ta, od tygodnia wydzwania do faceta, którego poznała u znajomych na imprezie. Zdobyła jego numer, ale on po krótkiej wymianie korespondencji, przestał się odzywać. Zaznaczam, że nie minęła jeszcze doba od kiedy on tak ostentacyjnie milczy! Zostawiła mu w międzyczasie wiadomość na fejsie i raz nagrała się na pocztę. Teraz zastanawia się, czy nie podpytać wspólnych znajomych, czy nie stała mu się krzywda, czy nie zgubił telefonu, a jeżeli nie, to o co chodzi??? Ułożyła kilka zgrabnych wymówek dla niego, ale może on najzwyczajniej w świecie udusił się właśnie jej oddechem, bo nie dała mu chwili wytchnienia ani odrobiny przestrzeni?
- szkoda, że nie postanowiła czatować pod jego drzwiami, by z miną srającej kotki oczekiwać wyjaśnień tej ignorancji!

Prawdopodobne, że żadnej z nich się nie uda. Jedna nie robi nic, a druga aż za wiele.


czwartek, stycznia 02, 2014

Są tu jacyś cierpiętnicy? Masochiści? Niewolnicy? Sługusy?

Związki to ciężki kawałek chleba, albo jak kto woli orzech do zgryzienia. Trzeba mieć wyczucie, by wiedzieć jak dobrze je pielęgnować, by jak najdlużej cieszyć się urodzajem. Ponadto trzeba również w porę zdać sobie sprawę, kiedy ta ziemia plonów już nie przyniesie i należy podjąć działanie, by nie przyniosła strat.

Wszyscy wokoło żyją romantycznym wyobrażeniem o miłości. On i ona, łącząca ich iskra, nić porozumienia, pożądanie, uderzenie, kop, spojrzenie, magia... cokolwiek. Kiedyś i ja myślałam, że kiedy to mam, to cała reszta lekko, przyjemnie i spontanicznie się ułoży, a my będziemy ćwierkać i spijać sobie z dziubków do poźnej starości. 

Szybko zweryfikowałam swoje poglądy. Związek to ciężka orka. Zaczynasz mysleć nie tylko za siebie, ale już za dwoje. Musisz wiedzieć kiedy przybrać rolę matki, kiedy przyjaciela, a kiedy kochanki. Kiedy zwolić, a kiedy nadać tempa. Kiedy sie wycofać, a kiedy przeć przed siebie. Uczysz się czytać z twarzy, z oczu, z mowy ciała. Wciąż się zastanawiasz, zgadujesz, analizujesz, rozszyfrowujesz. Coś wyczuwasz, czegoś się spodziewasz, snujesz domysły a potem działasz. Czasami trafnie, czasami mniej. 

Pewnie pytacie w myślach - zgadujesz? rozszyfrowujesz? A może wystarczyłoby zapytać? Porozmawiać? Pewnie, że tak, ale to nie tylko kobiety na pytanie: "czy wszystko ok" odpowiedają "tak", a potem milczą do wieczora chodząc strute.

Napięcie rośnie. Cisza, aż dźwięczy w uszach. Zaczynasz chodzić na paluszkach i z partnerem obchodzić sie jak z jajkiem. Narastają konflikty, nieporozumienia. Po magii i pożądaniu pozostało już widmo przeszłości... co dalej?

Powiem Ci, co robisz Ty. Chodzisz na paluszkach dalej, nadskakujesz, kokietujesz, podlizujesz się, stajesz na głowie, by coś zmienić, stosujesz różne umizgi, schlebianie... Ciągniesz ten stan jeszcze kilka miesięcy (mam nadzieję, że nie lat) czekając, że chwilowy kryzys zaraz minie. Jaki jest koniec tej historii? Mogą być dwa:

- Twój partner odchodzi od Ciebie, pozostawiając Cię w głębokiej depresjii i smutku, obwieszczając, że pojawił sie ktoś inny. Ty byłeś za dobry, miękki, nudny, mdły, uległy - w efekcie zniewieściały. 

- Ty odchodzisz od partnera, bo nie wytrzymujesz ciągłej oziebłości, olewactwa i zupełnej obojętności.

Co łączy oba te rozwiązania?
Nienawiść do byłego partnera. Od miesięcy żyliście w letargu, stagnacji. Wasz związek staczał się i nieuchronnie prowadziło to do końca. Twój wkład w jego ratunek był nieoceniony, ale niewystarczający. Niewystarczający, jak zawsze, gdy rzecz zależy od dwóch osób, a nie tylko od Ciebie.

Co powinieneś zrobić? Odejść te kilka miesięcy wcześniej zachowując piękne wspomnienia i szacunek do drugiej osoby, a głównie do siebie.




piątek, grudnia 27, 2013

Diabeł tkwi w szczegółach

Seksowna kobieta to nie tylko powierzchowność, uroda. To sposób bycia, uśmiech, spojrzenie, sposób w jaki się porusza. 

Seksowny mężczyzna to tym bardziej nie powierzchowność ani uroda. Niewieleu natura zesłała Hugh Jackmanów. Ideał w każdym calu, budzący najbardziej pierwotne instynkty.


Zesłała również Bradley'a Coopera, Ryana Reynoldsa, Adama Levina...
Zapewne czytacie to i twierdzicie: "nie, nie oni mi się wcale nie podobają", "zupełnie nic specjalnego", "żadna mi tam rewelacja" ... macie absolutną rację. Nie są typowymi przystojniakami! Ale zapewniam was, że gdyby któryś z nich stawił się u progu Waszej sypialni, to żadna z Was nie pomyślalaby o grze wstępnej. Dlaczego?

Oczywiście liczy się wnętrze, inteligencja i inne takie, ale nie oszukujmy się, zanim mężczyzna dostanie szansę, by zabłysnąć swoim IQ, erudycją, elokwencją i oratorstwem to najpierw musi zatrzymać kobietę przy sobie przez kilka sekund. I tu na pierwszy plan wysuwa się styl.

Mężczyzna powinien wiedzieć, że skoro nie jest Hugh to powinien skupić sie na jednej, a właściwie wielu bardzo istotnych rzeczach. Mam na myśli detale. Szczegóły, wiele szczególów, maleńkich elementów, komponentów, składników, które pieczołowicie kolekcjonowane i w odpowiedni sposób połączone sprawią, że każda niewiasta zacznie zmysłowo rozchylać wargi i delikatnie zwilżać je językiem dając w ten sposób oznakę swojego pożądania.

Uchylę rombka tajemnicy, by było Wam łatwiej, a byśmy i my miały z tego pożytek.

Mam na myśli np. włosy. Nie żołnierskie wystrzyżenie na 3 mm, ale coś bardziej finezyjnego w nonszalanckim nieładzie. Trymery pozostawmy skazańcom. Czas odkryć, że mężczyźni również mogą mieć fryzurę.

Zapach. 

Ubranie. Dopasowane. Nie mówię, że obcisłe, ale takie, które wskazują, że Twój tyłek jest w miejscu, w którym się naprawdę znajduje, a nie gdzieś na wysokości kolan. Bez udziwnień, ale z rockowym zacięciem. Jeśli poszarpane, to tam gdzie być powinno z założenia, a nie tam gdzie nogawka okazuje się zbyt długa. Taka przemyślana niedbałość.

Zarost. Nie taki, który pozostawiłeś sam sobie, by zrobił z Ciebie leśnego dziada, ale subtelny i jednocześnie męski. Taki, który sprawi, że żadna kobieta nie będzie miała wątpliwości, że spotyka się z prawdziwym mężczyzną.

Ciało (mrr...). Szczupłe, wysportowane, zdrowe, zadbane, smukłe. Z umiarem. Nie chcemy kwadratów, pakerów, mięśniaków, karków. Ale misie też raczej pozostawimy na połce z innymi pluszakami.

Tatuaże. Piekielnie podniecające.

Detale, prawda? :)





piątek, grudnia 06, 2013

Transakcja hurtowa

Z rozstaniami już tak często jest, że zrywasz z jedną osobą, a rozstajesz się z wieloma. Jak to możliwe?

Na poczatku, kiedy wszystko zaczyna się walić, a przebywanie z Twoją rzekomą niegdyś drugą połówką zamienia się w koszmar myślisz tylko o tym jak to zakończyć. Twoje poczucie godności i wartości już dawno sięgnęło dna i czołga się ostatkiem sił niczym żołnierz po kamienistych wąwozach unikający kolejnego ataku, który może go wykończyć. Usilne próby jakiegokolwiek dialogu już od dawna nie przysznoszą porządanego skutku.
Zaczynasz rozumieć, że jesteście z dwóch innych światów, a rzeczywistość, którą się otaczacie nie jest dla Was wspólna. Każde ma swoją odrębną, które nijak nie chcą się połączyć. 

Rozstaliście się i to przyniosło Ci ulgę. Zaczynasz żyć na nowo. Odświeżasz dawne znajomości, wietrzysz garderobę, na nowo odkrywasz swoją atrakcyjność. Wszystko to trwa ekscytujące kilka tygodni.

Potem wracasz do domu, zdejmujesz uśmiechniętą maskę i wieczorami wypłakujesz się w poduszkę. Tęsknisz. Tęsknisz, ale właściwie nie za nim, a za niedzielnym obiadem u jego rodziców, za biegającymi dzieciakami, które co chwilę szrpały Cię do zabawy. Tęsknisz za jego matką, która za każdym razem robiła Ci test na perfekcyjną panią domu lub sprzedawała pomysły na ulubione obiadki syna. Za jego ojcem, który przy każdym spotkaniu opowiadał tą samą historię z czasów młodości i sypał żartami, które wogóle nie śmieszyły. Za siostrą, która zazwyczaj właśnie miała PMS i ciężko z tych nerwów było cokolwiek zrozumieć. Tęsknisz za piątkowym drinkiem ze znajomymi, albo wspólnymi wypadami za miasto. Tęsknisz nawet za jego kumpalmi, z którymi pogadać mogłaś tylko o piłce nożnej lub samochodach. Za ich niezapowiedzianymi wizytami i przesiadywaniem do późnych godzin nocnych. Za wyjadaniem obiadu z lodówki, który miał być Twoim poręczeniem spokoju na kolejne dwa dni. Tęsknisz za codzienną drogą do sklepu, gdzie ekspedientka od wejścia witała Cię miną męczennika mówiącą "jestem tu za karę"...

Zrezygnowałaś z jednego, a pozbyłaś się wszystkiego. Dlatego rozstania nie są proste. Chociaż nie chcesz - to transakcja hurtowa.


wtorek, listopada 26, 2013

Kobiety też oglądają porno

Kto powiedział, że porno to gatunek filmowy głównie dla mężczyzn? Nie wiem. Może nikt tego jednoznacznie nie określił, ale z całą pewnością porno muszą kręcić faceci. Faceci dla facetów. Tandeta, sztuczność, totalny brak gustu i jakiegokolwiek wyczucia smaku. Tak, to bez wątpienia jakiś samiec musi za tym stać. Która kobieta wymyśliłaby coś tak prymitywnego?

Naogląda się taki żółtodziub po nocach i potem w sypialni dostrzega szereg faktów, które nijak nie zgodza mu się z edukacją, którą tak intensywnie pochłaniał z RedTube. Okazuje się, ze kobiety nie mają wielkich, sterczących biustów i idealnie ksztaltnych wagin. Później dowiedzą się, że nie wystarczy takiej rozedrzeć jedną ręką majtki, by wyła ochoczo z rozkoszy rozchylając uda. Później kolejne rozczarowanie, bo o dziwo ona nie dochodzi krzycząc w niebogłosy wbijając paznokcie w twoje plecy. Poniżanie, finiszowanie na twarzy czy przemoc również nie nakręca jej do zabawy... Ups?! Co się stało, przecież myslałeś, że one wszystkie to lubią!?

Prawdziwe kino dla wymagających... pielęgniarki, cheerleaderki, nianie, szalone studentki lub pokojówki. Od razu widać w jakiej roli lubią widzieć cię panowie. 

Kobiety też oglądają porno. Niestety nasze upodobania znacząco się różnią i 90% klasycznego porno nie da się strawić. Film powinien rozbudzać wyobraźnię. W kobiecym porno mogłoby być chociaż minimum fabuły, chcemy budowania napięcia, gry wstępnej, a może nawet dialogu. Dialog, to coś więcej niż:
- fuck me! fuck me harder!
- you like it whore! 

Nie chcemy sztucznych, napompowanych piersi, wydetych ust i doczepianych włosów. Toporne, prostackie sceny z ostrą jazdą na kanapie nie działają. Chcemy więcej  naturalności i subtelności. I koniecznie przystojniejszych facetów! 

I błagam, niech kamera nie wchodzi nikomu do dupy!


niedziela, listopada 24, 2013

Różnice pomiędzy kobietą, a mężczyną

Od kiedy tylko zaczęli interesować się mną chłopcy i zrozumiałam, że ciąganie za włosy, głupie liściki podrzucane do plecaka, popisy na przerwach pomiędzy lekcjami, niby przypadkowe wpadanie na mnie lub wszelkie inne dokuczanie, to właśnie oznaki ich zainteresowania, zaczęły się również moje trwające nieprzerwanie do dziś usilne próby zrozumienia gatunku męskiego. 

Kiedy wpisałam w wyszukiwarkę hasło dotyczace różnic pomiędzy kobietą i mężczyną dostałam 62 000 wyników! Widać zainteresowanych jest dużo więcej.

To ciekawe, że wszysycy stąpamy po tej samej planecie, żyjemy w kraju demokratycznym, równouprawnienie mamy już od dziesiątek lat, a w dalszym ciągu łapiemy się na tym, że przemawiają przez nas stereotypy i schematy. 
Przyjrzyjmy się np. jak postrzegani są mężczyźni, a jak kobiety zakładając, że rozpatrujemy identyczne zachowania i sytuacje:

Kiedy facet się zdenerwuje, porządnie wkurzy to mówimy, że to facet z jajami, z ikrą, z krwi i kości, prawdziwy pistolet!
W przypadku kobiety powiemy, że zbyt emocjonalna, rozchwiana, przesadza, wyolbrzymia i szuka dziury w całym.

Mężczyzna, który poświęca się pracy, wyrabia nadgodziny, zawsze zostanie uznany za ambitnego i realizującego się zawodowo.
Kobieta zostanie podsumowana jako ta, która zaniedbuje rodzinę.

Kolejny przykład - stary jak świat. Mężczyzna, który częściej niż skarpetki zmienia partnerki seksualne okrzykniety zostanie ogierem i playboyem. Będzie się tym szczycił i czekał na poklask, który oczywiście dostanie, natomiast kobiecie zawsze przyklei sie łatkę puszczalskiej i łatwej.

Mężczyzna, ktory wraca do domu z kilkoma torbami zakupów musi przecież zadbać czasami o siebie i dobrze wyglądać.
Kobieta, która wraca do domu z nową parą butów - trwoni pieniądze na głupoty.

Pomijając powyższe, co wywołuje we mnie niejednokrotnie irytacje i zdenerwowanie, które absolutnie nie są wynikiem mojej emocjonalnej kobiecej natury jest jeszcze kilka ciekawych różnic, które stawiają nas na przeciwległych biegunach, a mimo wszystko nie przeszkadzają w tym, by wciąż nas tak do siebie ciągnęło. Cały urok i zabawa tkwi właśnie w tym, że nie możemy się rozgryźć, a jednocześnie tak bardzo chcemy wszystko zrozumieć.

Kobieta kiedy patrzy w lustro zawsze widzi siebie za grubą. Krytycznie przygląda się każdej zmarszczce i fałdce tłuszczu, by później cały dzień jeść sałatę i pić wodę. W tym samym czasie mężczyzna z dumą pręży się przed lustrem nie zwracając uwagi na wystający brzuch i wiotkie ramiona.

Kobieta, kiedy szykuje się do wyjścia potrzebuje dwóch godzin na przeprowadzenie swoich rytualnych zabiegów, a potem wmawia wszystkim, że miała dosłownie kwadrans. Mężczyzna natomiast w kwadrans potrafi wyglądać, jakby szykował się dwie godziny.

Ciężko dojść ze wszystkim do jakiegokolwiek ładu, kiedy generalnie kobieta wszystkiego wymaga od jednego mężczyzny, a on tak naprawdę wymaga jednego, ale od wszystkich kobiet. Kobieta potrzebuje czuć się dobrze, by uprawiać seks, w momencie gdy mężczyzna potrzebuje seksu do tego, by czuć się dobrze. Na koniec kobieta poślubia mężczyznę żyjąc nadzieją, że on po ślubie się zmieni, natomiast mężczyzna żeni się z kobietą błagając w duchu, by ta się nigdy nie zmieniła. Zazwyczaj obojga budzi rozczarowanie.



niedziela, listopada 17, 2013

Związek zbyt doskonaly

Czy wogóle istnieje takie zjawisko jak zbyt doskonały związek?

To taka relacja, w której masz to coś zanim tylko zdążysz o tym pomyśleć. Zanim wytworzy się w Tobie potrzeba. Jest wygodnie, bardzo bezpiecznie... może nawet za bardzo. Uwielbiacie się, ćwierkacie jak zakochane gołąbki spijając sobie z dziubków. Idealnie dopasowani.

Taki facet wydawałoby się, że jest jak wygrana w totka. Przyzwyczajona do ciąglego polowania, niekończącej się pogoni za króliczkiem nagle okazuje się, że masz wszystko. Wszystko, a nawet więcej.

Jest bardzo zgodny, opiekuńczy i bezkonfliktowy. Zawsze wie co i kiedy powiedzieć. Jest szczery. Nie wyczuwasz żadnego zagrożenia ani obawy. Wydawałoby się, że to pełnia szczęścia.

Ale nagle i zupełnie znienacka wkracza Twoja kobieca natura. A tej nie oszukasz. Zaczynasz się zastanawiać, bo przecież on nie możę być tak dobry i idealny jak Ci się wydaje. A jeżeli zupełnym przypadkiem taki by był, to jest to właściwie przerażające. Nie, to nie jest możliwe. To byłoby tak zadziwijące, że aż nieprawdopodobne, by móc w to uwierzyć.

Facet bez niespodzianki? Hmmm... zaczynasz odczuwać presję, kiedy ujawni się ta skrywana przez niego tajemnica, ta wada, która w końcu na tyle Cię zaspokoi, że odpuścisz poszukiwania kolejnych komplikujących wasze perfekcyjne życie szczegółów. W końcu będziesz miala potwierdzenie, że nie jest ideałem. Ulga.

Czy tak trudno uwierzyć, że może obyć się bez dramatów? Najwidoczniej tak.

Narzekamy, gdy nie mamy faceta, a potem kontynuujemy swoje malkontenctwo gdy tylko się pojawia. Paranoja.

Zaczynasz się z kimś spotykać i szukasz w nim niedokonalości. Analizujesz. Martwisz się i doszukujesz dziury w całym. Kiedy każdy normalny cieszyłby się stanem zakochania, motylami w brzuchu i wszechogarniającą euforią, ty w tym czasie zastanawiasz się nad tym co za chwile się spieprzy.

Kiedy zaczyna się pieprzyć roztrząsasz temat, że przecież od miesięcy miałaś takie przeczucie. Zastanawiasz się do czego to wszystko doprowadzi. dystansujesz się, stajesz się oschła i chłodna w relacji, a  Twoja podejrzliwość osiąga apogeum.

Potem rozstajecie się, a Ty opłakujesz stratę kolejne długie tygodnie zadając w głowie dziesiątki pytań i propowadząc niekończące się dochodzenie poprzedzone naprawdę glęboką analizą z rozkładem najdrobniejszych faktow na czynniki pierwsze.

Na którym etapie pozwolilaś sobie na szczęście? Na chwile zapomnienia? Beztroskę? Zamiast dryfować po spokojnych wodach wolalaś od początku szykować się na sztorm. Doczekałaś się, tylko zapomnialaś, że on pozostawia po sobie tylko spustoszenie.

Wyluzuj.



wtorek, listopada 12, 2013

Archiwum eX

Moment, w którym aktualny facet przechodzi na stronę tych byłych zazwyczaj nie jest łatwy. Niezależnie od tego jak silna łączyła was więź, jak zaawansowane uczucie i jak skomlikowana była to relacja - nikt nie jest z kamienia. Pustka, która pojawia się w tym momencie uwierać będzie każdego, niezależnie od grubości skóry.

Dziś skupię się na tym najbardziej czarnym scenariuszu. Zostałaś porzucona. Układało wam się świetnie, przez długi czas utrzymywaliście tendencję wzrostową. Były deklaracje przywiązania, wspólne planowanie przyszłości i wszystkie inne znaki, które świadczyły o wyjątkowości waszego związku. Do czasu. Później wszystko potoczyło się w takim tempie, że nie zdążyłaś porządnie zastanowić się w czym rzecz, a już poszerzałaś grono niekoniecznie szczęśliwych singielek. Jeszcze przez chwilę liczyłaś na telefon, niespodziewany sms, lub cudowne nawrócenie. Mijały kolejne dni... i nic. Koniec. Nie zadzwonił,  nie napisał, nie przesłał tuzina róż i o dziwo nie błagał skruszony o Twój powrót.


Czy już zdałaś sobie sprawę, że to naprawdę koniec? Chyba tak. I teraz dochodzimy do sedna mojego całego wywodu. Nagle Twój ukochany Skarb, Miś, Żabcia czy inne kochanie znika i w mgnieniu oka zamienia się w coś... hmm, zepsutego.
Jak się okazuje to nie żaden Skarb tylko zwykły chuj, niie milusiński Miś tylko podły skurwysyn, nie Żabcia, a żałosny, denny i nędzny dupek. Frajer. Idiota. O czymś zapomniałam?

Potem okazuje się, że jego rodzina to stado wariatów, matka furiatka, ojciec śliniący się zboczeniec, a brat istny przygłup. On sam był gburem i prostakiem bez ambicji. Generalnie nie zasługiwał na Ciebie i w rzeczywistości lada dzień sama miałaś go rzucić. Potem dowiadujemy się, że miał małego, a w dodatku mu nie stawał. Coś jeszcze? Oby nie...

Podobno faceta poznaje się po tym jak kończy. Ale jak widać kobiety absulutnie nie ustępują mężczyznom na tym polu. 
To, z jaką łatwością i lekkością opowiadasz wszem i wobec o waszej znajomości świadczy tylko o Tobie. I niestety nie świadczy dobrze. Nie obrażasz jego, ale dajesz świadectwo samej siebie.

Tylko pogratulować ex, że przejrzał w porę na oczy i poszedł szczęścia szukać między nogami innej.

Nie tylko Twój facet, z którym sypiasz, ale również Twoi przyjaciele i wszyscy którym poświęcasz swój czas, z którymi przebywasz świadczą o Tobie! Wszystkich dobieramy sobie z pełną świadomością i w pełnej trzeźwości umysłu.

Szanuję i kibicuję swoim ex. Tak wiele im zawdzięczam, np. kilka kilogramów mniej, nowy przepis na jajecznicę i anielską cierpliwość :)





wtorek, listopada 05, 2013

Problemotwórcza histeryczka

Nie dziwi mnie, że rzadko kiedy definiując kobiety używa się już tylko określeń typu: emocjonalna, wrażliwa, przeczulona...

Nie. Nasz piękny, wyjątkowo uzdolniony gatunek zawsze musi pójść o krok dalej. Przez tą nadgorliwość dziś przylgnęła do nas niechlubna łatka rozchwianych emocjonalnie histeryczek, lamentujących, szukających dziury w całym zrzęd!

Cała rozkoszna subtelność i swoista uczuciowość ustąpiła miejsca wszechogarniającej panice, ciągłej podejżliwości, niekończącemu się poruszeniu, co w efekcie prowadzi do permanentnego stresu i lęku, które dążą w kierunku istnej psychozy. Bo nie wiem jak inaczej to nazwać.

Znajdujemy sobie taki mały haczyk, zupelnie malutki, prawie nieistniejący. Ale jak już go mamy, to zaczyna się zabawa (dla nas zabawa, a dla niego piekło). Zaczynamy drążyć, wiercić, rozprawiać, debatować. Najpierw dialog prowadzimy solo, taki wewnętrzny, calkiem niegroźny. Kiedy już wykiełkuje w nas do odpowiedniego rozmiaru, toczymy naszą problemtyczną kulę z przyjaciółkami. Angażujemy po drodze wszystkich, którzy choć przez chwilę wykażą najmniejsze zainteresowanie tematem. Kiedy kula osiąga wielkość kosmosu zrzucamy ją z impetem na głowę biednemu samcowi i oczekujemy, że bez słowa wyjaśnienia naprawi wszystkie swoje błędy, mankamenty i defekty. Na koniec jeszcze z pocałowaniem w stópkę ślicznie podziękuje, że je odnalazłyśmy i probujemy zniwelować. Wybawczynie.

A wszystko dlatego, że naoglądały się baby komedii romantycznych gdzie on zawsze do baby wraca, zawsze za babą goni, zawsze do baby z badylami przyłazi, potem babę wozi... a to po restauracjach, a to po hotelach, albo po tajemnych i nieodkrytych miast uliczkach, kawiarenkach, romantico ławkach z widokiem na zachodzące slońce nad miejska przestrzenią, a po wszystkim zawsze do baby dzwoni gdy ta nawet pomysleć nie zdąży, że w sumie już mógłby. Następnego dnia babę porywa w nieznane i prawi tej babie coś o spadających gwiazdach, miłości, pokrewieństwie dusz, odnalezieniu sensu życia i takie tam inne androny...


A to ja nie gram głównej roli w tym filmie? A to przepraszam.



wtorek, października 29, 2013

Motyle

... i nie mam na myśli tych kolorowych łuskoskrzydłych owadów, ale te niezdefiniowane, które robią rewolucje. Rewolucje w ciele i w umyśle.

Pamiętam tą chwilę gdy wpadł w zasięg mojego wzroku. Codziennie, zupełnie niezauważalnie i naturalnie na mojej drodze stają dziesiątki osób. Mijam je niewzruszona. Niektóre z nich nawet na sekundę nie zmącą mojej uwagi. I nagle mój wzrok złapał się z jego. I ta chwila zmieniła wszystko. Motyle. Ciepłe zawirowanie, szybsze tętno, szerokie błyszczące źrenice. Jak spięcie elektryczne. Uderzenie. Tego już nie cofniesz. Nie zapanujesz.

Mijaliśmy się tak czasami, zawsze niby przypadkiem wpadając gdzieś na siebie po drodze. Za każdym razem wymienialiśmy spojrzenia, które wywoływały równolegle rumieniec na mojej twarzy i uśmiech. Czułam onieśmielenie, ale nie mogłam sie powstrzymać, by nie sprawdzić czy i tym razem bacznie nie wyczekiwał, że mimo wszystko podniosę wzrok. Nigdy się nie pomylił. 

Potem przyszedł czas pierwszego spotkania. Takiego sam na sam. Bez świadków. Bez totalnie zbędnego nam towarzystwa. Taka niby naturalna rzecz, a dla mnie doznanie prawie pozaziemskie. Kiedy kolejne sukienki lądowały na krześle, następne na kanapie ja czułam, że w tej euforii prawie tracę kontakt z rzeczywistością. Ręka mi drżała gdy rysowałam kreskę na powiece, głos łamał się w pół, a każdy dźwięk dzwonka w telefonie podnosił tętno dwukrotnie. Z emocji i tej ogłupiającej ekscytacji tak zacisnęło mi gardło, że nie przelknęłam nawet kęsa ze wspólnej kolacji.

Rozmowa płynęła, a ja co chwilę zastanawiałam się co najlepszego wygaduję. Na zmianę analizowałam i brnęlam dalej w konwersację. Śmiałam się, chociaż chwilę później już sama nie wiedziałam z czego.
Widziałam jak z zaciekiweniem słucha i co chwilę dopytuje kolejnych szczegółów i detali. I to przeszywające spojrzenie...

Nie wiem kiedy zrobiło sie późno, odwiózł mnie i odprowadził pod same drzwi. Nie chciałam kończyć wieczoru, ale wiedziałam, że nie mogę go zatrzymać. 
Później ten moment pożegnania. Nigdy nie wiem jak się zachować. Z jednej strony miałam ochotę się na niego rzucić i już nie puścić, a z drugiej - klasa. Zmieszana pocałowałam go w policzek i odwracając się w pośpiechu rzuciłam krótkie "coś" w stylu do zobaczenia. Potem rozważałam kwadrans czy nie zabrzmiało to zbyt sucho i beznamiętnie. Tak...

Jeszcze nie zdążyłam otworzyć drzwi od mieszkania, a już wykręcałam pierwszy numer do przyjaciółki, by przeanalizować na gorąco przebieg wieczoru. Potem leżąc w łóżku przetwarzałam przed snem minutę po minucie, słowo po słowie... oczekując na SMS.

No nie, aż tak stylowo nie wyglądaliśmy :)